Dziadzienie


Otwieram lewe oko. Podnoszę lewą nogę. Boli. Otwieram prawe oko. Podnoszę. Nogę, nie oko. Boli. Noga, nie oko.

Wstaję, „jak żółw ociężale”. Jakby mi ktoś teraz skłon kazał zrobić, to bym chyba zabił. Zdziadzienie jakieś. Spieprzaj dziadu, chciałoby się rzec, wystukać. I czuję się tak jakbym nie tylko nie miał dożyć nowego wieku emerytalnego, ale i koniec dnia dzisiejszego wydaje się celem ponad siły.

A było tak. Wczoraj po raz pierwszy od dwóch tygodni w czasie biegu miałem wrażenie, że to ja biegnę (i jestem), a nie gonię jakieś swoje biegowe alter ego. 13 kilometrów wyszło ostatecznie, i choć diabeł zwany „biegowym uzależnieniem” szeptał do ucha, żeby jeszcze cztery dołożyć, to się powstrzymałem. W tamtej chwili, kiedy zaciągnąłem hamulec ręczny, nie zdawałem sobie sprawy jak mądrą decyzję podjąłem.

I mimo tej optymistycznej „trzynastki”, nadal obowiązującym i ważnym pytaniem jest: „Jak ja ten półmaraton przebiegłem?”. A odpowiedź wielu trudności nie nastręcza. Bowiem ja tego półmaratonu nie przebiegłem, ja w jego czasie lewitowałem nad ziemią (a można lewitować pod nią?). Naładowany magiczną mieszanką adrenaliny, testosteronu, ambicji i jakiegoś tajemniczego czynnika, którego ani nazwać, ani odnaleźć do dnia dzisiejszego nie potrafię, a przydałby mi się on bardzo.

Dziadzienie zaczęło się przy okazji uzupełniania węglowodanów. Pełny talerz spaghetti bolognese, a ja siedzę nad nim z widelcem w ręku, i kiwnąć palcem nie mam siły. Zjadałem połowę, co było aktem heroicznym i dobiło mnie jak siedem odcinków „Klanu” oglądanych po kolei.

Spadek formy, przemęczenie, ogólnowiosenna rozpierducha? Ki diabeł we mnie siedzi? I jak go skutecznie przegonić? Zarżnąć się jeszcze bardziej, mając nadzieję że umrze razem ze mną? Czy może odpuścić, licząc na to że z nudów przejdzie na innego biegacza?

Chyba już czas zwrócić się po radę do córki Pana Premiera. Skoro ludzie korzystają z jej rad w stylu:

„Masz depresję? Kup sobie nowiutkiego, śliczniutkiego MacBooka Air za siedem tysięcy (wersja dla młodzieży i bezrobotnych – iPad za trzy tysiące).”

To i mi zapewne pomoże. Służąc radą oryginalną i skuteczną. Tylko niech mi nie każe biegać z tym MacBookiem pod pachą.

Na koniec słowo a propos dziadzienia. Jedna moja „była” twierdziła, że kobiety powinny się zadawać z młodszymi, bo faceci właśnie do szybkiego dziadzienia mają tendencje. A tak, dzięki kilkuletniej różnicy można ten proces nieco odłożyć. Puenta? Już za moment. Jakiś czas później, dzięki nieocenionemu serwisowi social media dowiedziałem się, że ów „była” wyszła za mąż, za faceta starszego od siebie o lat kilkanaście. Wniosek: desperacja pomoże Ci zmienić poglądy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s