Skip to content

Raz nie zawsze, dwa razy nie wciąż

Maj 1, 2012

…jak mówi stare przysłowie, ale znowu byłem rano biegać, i muszę przyznać że coraz bardziej mi się to podoba. Tłumy nad Maltą straszne (o ósmej rano!), jakby wszyscy przed obowiązkowym pochodem pierwszomajowym do grilla, postanowili trening odbyć.

I sąsiada w drodze powrotnej spotkałem. Tego, przez którego nie jestem najszybszym półmaratończykiem na piętrze. Kilka zdawkowych zdań na temat biegania, formy, butów, upału, jak to biegacze. I przypominam sobie naszą rozmowę sprzed roku. Sąsiada mnie zaczepia przy windzie: „I jak? Poszłeś na półmaraton. Bo ja poszłem. I powiem ci…” i tu wymienia wszystkie czasy, międzyczasy wraz z wrażeniami i uwagami. A na koniec pyta ponownie: „A ty poszłeś?”. „Nie”, odpowiadam i gryzę się w język, bo już słyszę w wyobraźni jak mówię: „nie poszłem”. Udało się. Milczenie bywa złotem.

I siedzę na balkonie w palącym słońcu. Bo lubię. I siedzieć, i słońce. I czytam. Gazety z zeszłego tygodnia albo jeszcze starsze. A przeczytaną wrzucam przez drzwi balkonowe jak do zsypu. Tylko po to, żeby ją przed ostatecznym wysłaniem na śmietnik, przejrzeć jeszcze raz, czy czegoś ciekawego a i ważnego nie pominąłem.

Ciszę przerywa charakterystyczny dźwięk otwieranej puszki. To sąsiad na balkonie obok, otwiera piwo. Ale nie ten sąsiad, który biega. Sąsiad-biegacz to suchy alkoholik, który już swoje w życiu wychlał.

I myślę sobie niczym Adaś Miauczyński: „No to chuj z poczytaniem”. Ale walczę. Szuram fotelem, żeby zagłuszyć słowa z sąsiedzkiego balkonu i towarzyszące im dźwięki z telewizora.

Pod balkonem przechodzi trzech krótko ostrzyżonych młodzieńców. Każdy piwo w łapie, aż mi się przez moment przykro zrobiło, że ja tak tu siedzę na trzeźwo. Jeden z nich mówi: „Kurwa, moja stara jest pojebana!”. Niedaleko pada jabłko od jabłoni. Geny to rzecz straszna.

I czytam, i szuram. A sąsiad pewnie zastanawia się, co ta długowłosa ciota, czyli ja – robi. Szelest papieru jest pewnie dla niego obcym dźwiękiem, bo dzisiaj nawet ten z toalety nie szeleści, a sam sąsiad z papierem miał ostatnio do czynienia, jak mu matka chciała „Świat Młodych” kupić, ale on wolał drewniane klocki.

Czytam. Zakreślam. Zatrzymuję się. Zastanawiam się. Wracam. Myślę. Sąsiad krzyczy: „Jestem królem świata”. Pół piwa wypił i już się dzieje. Strach pomyśleć, co będzie dalej.

Słońce zachodzi, zbiera się na burzę. Sąsiad zyskuje interlokutora. Temat: zdawanie gaśnic. Podsłuchuję, ale nic nie rozumiem. Tak ponownie rozeszły się drogi robotnika i inteligenta. „No mówię ci, kurwa!”, wrzeszczy sąsiad albo ten drugi. To już rozumiem. Krótki, acz jasny przekaz.

Na chwilę udaje mi się oderwać od rzeczywistości. Czytam felieton Vargi. Prawdziwa uczta. Cytując: „To jest kolo. Nieludzki.” Ten Varga, nie sąsiad.

Na balkonie obok – hymn narodowy. Jak mniemam śpiewany w postawie zasadniczej. „Z Ukrainy do Polski”, ryczą sąsiad z towarzyszem. Kurwa, myślę, czy to już to Euro? Człowiek czyta gazety sprzed tygodnia i mu się wydaje, że jest na bieżąco. Muszę rzecz sprawdzić, bo człowieka ominie najważniejsze wydarzenie trzeciego tysiąclecia. Sprawdzam. Ulga. Do Euro jeszcze 38 dni.

Wracam do lektury. Próbuję przynajmniej. Aura się zmienia. Zaczyna padać, słońce wychodzi zza chmur, sąsiad beka z entuzjazmem, grające w piłkę dzieci biegną do domów, żegnając się krótkim: „Nara”.

Uciekam z balkonu, nie przed deszczem, tylko przed opowieściami sąsiada z wojska.

Reklamy

From → Bieganie, Inne

One Comment
  1. kamila permalink

    😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: