Skip to content

A ten, kurwa, nie nasz!

Czerwiec 17, 2012

Trochę nie pobiegałem w zeszłym tygodniu. Nie mam żadnych wyrzutów sumienia z tego powodu. Bo: albo mecz, albo dwa, albo mi się zaspało, albo przysnęło, albo mi się nie chciało. Tak po ludzku. Bo biegacz też człowiek, nieprawdaż?

Ale w piątek się skusiłem na poranny bieg. Bez szaleństw – dwanaście kilometrów, z przyjemnością taką jak przy słuchaniu „Dwunastu groszy”.

Nad Maltą mija mnie kolarka. Ogląda się za mną. Jestem ciachem, ha! A ja patrzę na jej tyłek. Wpatruję się w niego jak w święty obrazek, dopóki mi na horyzoncie nie zniknie. Patrzę i patrzę, oczom nie wierząc. Przyznać muszę, że ładniejszy od mojego, może dlatego że ja już żadnego tyłka nie posiadam. I w ogóle, co mi przyjdzie do głowy podrapać się po plecach to na ich powierzchni nową wystającą kość odnajduję. I łydkę też ma śliczną. Opaloną, z ładnie podkreślonym mięśniem, którego nazwy nie znam. Na te widoki, cytuję za Rudnickim a on za Iwaszkiewiczem, „serce mi podskakuje do jąder”. Kilometr później kolarka mija mnie znowu, znowu się ogląda, znowu jestem ciachem, ha! Znowu wpatruję się w jej tyłek. Że grzech? Lepiej grzeszyć i żałować, niż żałować że się nie grzeszyło, jak powiedział mędrzec.

Biegnę dalej, pielęgnując przed oczami miły dla oka, serca i jąder widok. Faceci są prości, a baby są jakieś inne.

Na mój wniosek, przełożyliśmy z L. długie niedzielne wybieganie z niedzieli na sobotę. Bowiem przewidywałem, solidne sobotnie picie z okazji awansu do ćwierćfinałów. Taką miałem nadzieję. Nadzieja matką głupich, ale każda matka kocha swoje dzieci. Koniec tematu, bo mi się za chwilę HR max zrobi od samego myślenia na powyższy temat. No to biegniemy. Postulowałem, żeby zacząć o siódmej, ale L. wynegocjował dodatkową godzinę snu.

I z tego powodu ostatnie okrążenie wokół Malty nazwałbym: „umieralnią”. Dosłownie. Upał taki, że asfalt się topił, a ciało opalało się w tempie jak na solarium superturbo. L. umierał ogólnie, a ja głównie – bo mnie coś w bucie gniotło, cisnęło i komfort wszelaki odbierało. Musiałem przyspieszyć na ostatnich kilometrach, pozostawiając walczącego z sobą L., bo marzyłem już tylko o tym, żeby te pierdolone buty ze stóp zdjąć i niech je ogień piekielny pochłonie. Ostatecznie wyszło 23 kilometry w średnim tempie 5:55 min./km.

A wcześniej miałem przebłysk geniuszu, bo wymyśliłem że po biegu to my sobie kończyny dolne w zimnych maltańskich wodach zamoczymy. I stoimy po kolana w wodzie, która chłodzi nasze zmęczone mięśnie niczym okład z młodych piersi, albo z cudownego tyłka blond kolarki. Wyobraźnię teraz uruchomcie. Dwóch facetów bez koszulek, w krótkich spodenkach z lycry, stojących po kolana w wodzie i z każdym ruchem wyrzucających z siebie entuzjastyczne: „Aaaaaaa!!!!”, „Uuuuuuuuu!!!”. Na Paradzie Równości rządzilibyśmy a Młodzież Wszechpolska by nas pałą chciało napierdolić, nie?

I na zakończenie. Bom się w patriotycznym uniesieniu, 8 czerwca w czerwoną biegową koszulkę ubrał. I przypomniało mi się to:

Wybiegłem znad Malty. Przede mną biegł młody chłopak. Szczupły jak trzcina. W czerwonej bluzie z dużym napisem POLSKA na plecach. Wyglądał jak mistrz kraju w skoku wzwyż. Pod sklepem dwóch złomiarzy, siedziało na niskim murku i piło wino.
– Zobacz! Nasz! – jeden z nich wskazał skoczka. Drugi pokiwał z uznaniem głową.
– A ten, kurwa, nie nasz! – dorzucił, kiedy zobaczył mnie. Równie szczupłego, ale bez patriotycznego napisu. Bez żadnego napisu na czarnym stroju.

Przeżyłem i napisałem to kilkanaście miesięcy temu, miałem to rozwinąć w historię o seksie, alkoholu, głupocie i miłości, ale na razie czeka na swoją kolej. A kolej, jak wiadomo, w Polsce priorytetem nie jest.

Reklamy

From → Bieganie

3 komentarze
  1. dobry post, dawno się tak nie uśmiałem 🙂
    pozdrowienia z Poznania

  2. biegnie nad Maltą przyprawia mnie właśnie o „HR Max”, kiedy jadące na Ciebie rowery czekają do ostatniej chwili by przed Tobą skręcić bo myślą pewnie że taki tam biegacz to może sobie trawką obok chodnika przecież swobodnie biec

  3. Anka permalink

    Hmm…. Nie rozumiem. Jak! Dlaczego! Co w tym jest takiego pociągającego? Jesteś sam i zdesperowany że potrafisz tak się podniecać dupą jakiejś baby na rowerze? (Bez urazy/obrazy) Mam rozumieć że gdy ja idę w obcisłych jeansach to też się na mnie tak gapicie albo kiedy biegam z gołym brzuchem? Why, why, why?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: