Odcinamy prąd, czyli…

…3. Luboński Bieg Niepodległości

Winien Wam jestem relację z jedynego startu w tym sezonie, choć w międzyczasie „ten” sezon stał się „tamtym” sezonem, a „tamten”… Coś pomyliłem, to wysiądźmy i wsiądźmy jeszcze raz.

Nie był to mój pierwszy w życiu start w biegu ulicznym, ale był to mój pierwszy bieg na 10 kilometrów, i to dlatego w poprzednim wpisie pytałem bardziej doświadczonych biegaczy, jak pobiec. Z udzielonymi radami się zapoznałem, ale… nie uprzedzajmy wypadków.

W tradycyjnej relacji z biegu w tym miejscu powinno znaleźć się coś takiego: do Lubonia przyjechaliśmy samochodem rano, z Kasią, Tusią i Justysią oraz pieskiem i kotkiem, czekali już na nas rodzice szwagra i stryjek, odebraliśmy pakiety startowe, w którym znaleźliśmy m.in. (tu wstawić listę gadżetów i innych temu podobnych), po rozgrzewce, poszliśmy na start, gdzie spotkaliśmy (tu wstawić listę imion, nazwisk bądź nicków), ale nie bądźmy konwencjonalni oraz porzućmy ogólnie przyjęte schematy.

Nie był to mój pierwszy w życiu start w biegu ulicznym… mam wrażenie, że już to pisałem… Że się tłumaczę? Tak. Że winny jestem? Też. Otóż ja i tylko ja winny jestem wszystkich popełnionych przy okazji tego biegu błędów. Zachowałem się jak debiutant i to taki, który, mówiąc kolokwialnie, nie ma wszystkich w domu.

A zatem, wyliczmy:

Continue reading „Odcinamy prąd, czyli…”

Reklamy