Lato Muminków, a jesień moja!

I jak to miło uruchomić edytor tekstu ze świadomością, że wreszcie człowiek będzie mógł napisać coś optymistycznego, coś, co z przyjemnością przeleje na ekran monitora, a co i u ewentualnego czytelnika nie spowoduje, lub przynajmniej nie powinno spowodować, wzrostu tendencji samobójczych. Co musicie uznać za spory postęp, bo moje ostatnie teksty, raczej skłaniały czytelników ku żyletce, niż na przykład ku klawiaturze, żeby skomentować te moje zgrabnie złożone słowa. “Zlepiam wyrazy jak dłonie super glu”, jakby, z sobie znaną lekkością, zarymował O.S.T.R.y. Choć ostatnio być może wróciła lekkość biegania, to słowa nijak ze mną współpracować nie chcą, uciekają, wracają niechętnie, kluczą, niby krążą w pobliżu, ale złapać je trudno niczym zrozumieć sukces JKM w eurowyborach.

I taka myśl się pojawiła, gdzieś na dziesiątym kilometrze jakiegoś biegu, żeby tak z grubej rury, choć pewien niezwykle językowo uzdolniony bloger pisuje „z grubej lufy”, i żeby tak jesienią trzy życiówki zrobić. W maratonie, półmaratonie i na 10 km. Oczywiście najłatwiej będzie to zrobić na dystansie 21,095 km, bo i dystans najłatwiejszy do biegania, a i moja życiówka sytuuje mnie raczej w dolnych rejonach biegowej arystokracji, żeby nie powiedzieć, że ja, z tym wynikiem dopiero do tego stanu aspiruję, a na razie w jednej grupie jestem z, wybaczcie wyrażenie, biegowym plebsem.

Continue reading „Lato Muminków, a jesień moja!”

Reklamy