Skip to content

Plan treningowy – starcie pierwsze

Lipiec 5, 2014

Wolny mam ostatnio przewód myślowy, a właściwie blogowo-pisarski, poprzednie słowo może jest lekkim nadużyciem, ale powiedzmy, że mrugam teraz do Was porozumiewawczo, ja wiem, a Wy rozumiecie, tak to mniej więcej jest.

A zatem… Nim wpadnę o czym napisać, nim ułożę co nieco w głowie, bo najgorzej jak człowiek siada przed pustą kartką w Wordzie z równie pustą głową, nim plan się pojawi, nim stuknę w klawiaturę po raz pierwszy, to okoliczności się zmieniają i znowu muszę się położyć wygodnie na kanapie, pomyśleć, pokombinować, niewiele do głowy przychodzi, myślę sobie: może jak stuknę w klawiaturę, to się coś pojawi, ale się nie pojawia, cała misja skazana jest na niepowodzenie, samobójcza niejako.

Bowiem wpis, który planowałem miał być o tym, jak mi się nie chce (trenować do jesiennych startów), jak to ponownie tego biegania nie czuję i przede wszystkim o tym, że nawet nie chce mi się, żeby mi się zachciało. To tak w skrócie. Bo oczywiście zamierzałem ten tekst okrasić licznymi przykładami, dodać sporo wątpliwości (właściwie po co te starty, te życiówki, te wcześniejsze męczarnie) i tak dalej. Ale nim (tu ponownie wstawić fragment o rozmyślaniu, a potem o siedzeniu przed pustą wordowską kartką), to mi się zachciało. Tak po prostu, nagle i niespodziewanie. Może dlatego, że na początek lipca przypadał czas, kiedy wybrany przez siebie plan treningowy do maratonu powinienem zacząć realizować.

poznan-maraton
Po prostu lubię to zdjęcie 😉

Ale nie myślcie sobie, że już jest cudownie, wspaniale, że pełnia szczęścia, że chęci i poczucie sensu wróciło, bo problem jest nieco inny, choć, jak mi się wydaje, równie poważny. Z przykrością stwierdzam, że po zrealizowaniu czterech z pięciu treningów zaplanowanych na pierwszy tydzień planu, niemalże padłem na pysk. Dosłownie. Wczorajszy dzień to katastrofa, nie pamiętam, żebym kiedykolwiek czuł się tak źle. A jeszcze zachciało mi się deskę zrobić, ale nie byłem w stanie. I nie mam tu na myśli, tego że nie mogłem wytrzymać w tej pozycji minutę czy półtorej, ja po kilkunastu sekundach miałem ochotę położyć się na podłodze i już nie wstawać. A porywający niczym wpisy niektórych blogerów ćwierćfinał MŚ Niemcy – Francja najnormalniej w świecie przespałem.

Dzisiaj jest już lepiej, zmęczenie minęło, deski sobie zaaplikowałem, choć muszę przyznać, że jutrzejsze wolne, długie wybieganie lekko mnie przeraża. Wiem, że pobiegniemy w tempie ładnie nazywanym „konwersacyjnym”, ale mimo wszystko. To niby tylko 18 kilometrów, ale jeśli mnie pamięć nie myli, to taki dystans przebiegłem ostatnio we wrześniu. A i wspomnienie wczorajszego ostatniego kilometra WB2 w tempie ledwie 4:40 powoduje, że znowu odechciewa mi się tego całego biegania, tych życiówek, tego maratonu i innych pomniejszych startów.

Zawsze twierdziłem, że plan ma nam pomóc, a nie nas zabić, ale teraz wygląda mi to na sytuację zero-jedynkową. Albo on mnie wykończy, albo ja jego. To żart oczywiście, na dodatek wyjątkowo mało śmieszny. Bo wiem, że muszę ten plan nieco zmodyfikować, pozmieniać, powyrzucać niektóre jednostki treningowe, więcej spać. Niby wiem wszystko, a tak naprawdę nie wiem nic. Oczywiście postaram się dowiedzieć, o czym nie omieszkam Was poinformować.

A dla miłośników tabelek, analiz i innych takich, podaję link do owego planu treningowego. Jednocześnie informuję, że nie zamierzam mieścić się w podanych tam widełkach, czyli nie pobiegnę maratonu na czas 2:59-3:10, tylko wolniej. Jak bardzo wolno? Nie wiem jeszcze. Nie wiem, a wiedzieć lubię – pamiętacie?

Reklamy

From → Bieganie

3 Komentarze
  1. martina permalink

    Hej, przez przypadek się tutaj znalazłam i nie wiem za dużo o przygotowaniach do maratonów, ale zostawię Ci tutaj taki cytat z książki Murakamiego „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” 🙂

    „chodzi o to, żeby radość, jaką odczuwam na końcu każdego biegu, przetrwała do dnia następnego. Tę samą taktykę stosuję, gdy piszę powieść. Każdego dnia przerywam w miejscu, w którym wiem, że mógłbym pisać dalej. Spróbujcie tego, a praca pójdzie wam kolejnego dnia zaskakująco łatwo.”

  2. Panocku, tylko się tam nie przetrenuj. Jakie pięć treningów tygodniowo? Można się zajechać, szczególnie jeśli ostatnio brakowało regularności i ciężkiej pracy. Koniecznie zmodyfikuj ten plan pod siebie;)

  3. Jakoś chyba wiem gdzie jesteś. Jakby właśnie olałam dzisiejszy trening na rzecz leżenia pod kocem z win…eee herbatą, bo ledwie dziś nogami przebieram. I teraz nie wiem czy mi źle czy dobrze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: