Skip to content

Wpis zastępczy

Wrzesień 22, 2014

Muszę przyznać, że nie wierzyłem w naszych siatkarzy. Przyznaję, że przed rozpoczęciem finałowego spotkania wynik 1:3 wziąłbym w ciemno. Wziąłbym z pocałowaniem ręki i nikłą porażkę w stosunku 2:3, choć wtedy żal i poczucie straconej szansy z pewnością górowałby nad radością ze srebrnego medalu.

siatkarze

Nie znam się na siatkówce, nie znam się w takim stopniu jak na koszykówce czy piłce nożnej, choć w tym drugim przypadku zapewne nie dysponuję wiedzą większą niż przeciętny kibic sprzed telewizora. W czasie każdej transmisji z siatkarskiego, meczu zastanawia mnie, co to znaczy, że „wystawa była zbyt wąska/szeroka” albo „dlaczego libero nie broni w strefie szóstej”. Tajemna to dla mnie wiedza, tak jak jeszcze niedawno nie potrafiłem sensownie wyjaśnić różnicy między WB1 a WB2.

Z polskimi siatkarzami miałem do niedzieli jeszcze jeden problem, a mianowicie kilka lat temu się na nich obraziłem. Na śmierć i życie, a właściwie na kompletny brak zainteresowania, streszczający się w stwierdzeniu: „Jak wygrają to dobrze, jak przegrają to dlatego, że słabi są, a właściwie w dupach im się poprzewracało od tego nadwiślańskiego siatkarskiego ptasiego mleczka”. Okoliczności mojego świętego gniewu doskonale pamiętam (mecz z Serbią, prowadzenie w setach 2-1 i w secie czwartym 21:16, ostatecznie porażka po tie-breaku), meczu jednak umiejscowić nie potrafię, z pewnością były to jakieś eliminacje do czegoś, albo tych eliminacji finał, właściwie ci biedni siatkarze, albo ciągle się do czegoś kwalifikują, albo te kwalifikacje na jakimś turnieju finalizują, ale konsekwentnie w swoim fochu trwałem aż do niedzieli.

Przyznaję, że interesowałem się rozgrywanym w naszym kraju siatkarskim mundialem, zakodowaniem się nie przejmowałem, bo z lubością kradłem Panu Filantropowi sygnał telewizyjny, może nie osobiście, ale kto chciał, ten bez kłopotu mógł w internecie wszystkie mecze obejrzeć, choć jakość transmisja odbiegała od jakości znanej jako HD. Ale śledziłem te mistrzostwa bez większego zaangażowania emocjonalnego, a kiedy Brazylijczycy rozbijali naszych (a właściwie Waszych) na początku grupowego spotkania, przez myśl przechodziło mi, że wreszcie ten cholerny siatkarski balonik pęka, jakiejś wielkiej satysfakcji nie odczuwałem, po prostu jako polski kibic do wszelkich porażek już przywykłem, ale mimo wszystko im ten balonik większy, tym huk i niesmak po jego bolesnym przekłuciu bardziej bolesny. Po Euro 2012 naszych piłkarzy nienawidzę organicznie jak podbiegów.

A teraz po wczorajszym tryumfie muszę swojego focha schować głęboko do szafy, ewentualnie zakopać w lesie, zwrócić naszym honor, choć na moją dozgonną miłość raczej liczyć nie mogą, z czym, jak myślę, doskonale sobie poradzą, skoro cały naród nosi ich na rękach. I mogę już bez świętego gniewu, ale też bez świętego spokoju, usiąść sobie niezbyt spokojnie i pomyśleć, jak, do cholery, pobiegnę ten maraton, za niecałe 20 dni.

Reklamy

From → Inne

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: