Wielki wyścig w stylu poezji ziewanej

Osoby dramatu: Bo i Krasus, którzy jutro startują w Poznań Triathlon.

Wielki wyścig

Wyścig rozpoczął armatni strzał

By każdy z tysiąca Ajronem się stał

Lecz nam nie o tysiąc, my swoich mamy

Bo. i Krasusa – za nich trzymamy!

Pływa jak ryba ta nasza Bo.

Ale i Krasus idzie na sto

Gdy Boska Bo. z wody wyskakuje

To Krasus na bajku już pedałuje

Kręci miarowo, kadencja spora

Ale dla Bo. to nie-przeszkoda

Będzie wyprzedzać, światłami mruga

Treningów ciężkich jest to zasługa

Nawrót w Kostrzynie, połowa drogi

Przez Swarzędz powrót, upał już srogi

Krasus nie zwalnia, naciska, mocny

lecz Bo. i Cuba – duet wszechmocny!

Wpada na Maltę, Cuba zostaje

Krasus tuż za nią, nielichy grajek

Bo. buty zmienia, dwa łyki wody

Półmaraton przed nią, zaczną się schody

Krasus naciera, sapie i grozi:

„Zaraz ci wyrwę obie nogi!”

Minuty biegną, tętno szaleje

Okrążeń cztery, ależ się dzieje!

Bo. nie zwalnia, tłum wiwatuje

Wszak Wielki Wyścig się dokonuje

Sto kilometrów, jeszcze im mało

Oby sił w mięśniach im nie ustało

Ból przeogromny, że w nogach pali

Sami go z Bo. sobie utkali

Już widać metę, Krasus się zbliża

Ależ on biegnie, cóż to za chwila!

Bo. już niemalże mety dopada

Ale i Krasus – mocna obsada!

Płuca wypluwa, kona zarazem

Już są na kresce, wpadają razem

Po stu kilometrach, potrzebny fotofinisz

Bo gołym okiem nic nie rozkminisz

Centymetr lub mniej, takaż różnica

Na tym dystansie toż to drobnica

Któż pierwszy był, daremne pytanie

Chwała dla Niej, dla Niego wieczne uznanie

PS Obiecuję, że to pierwszy i zarazem ostatni raz.

Reklamy