Wpis zbiorczy

Taki wpis zbiorczy będzie, od Lance’a do ‚nie chce mi się’.

1. Lance Armstrong

Powiem tak, USADA ma takie samo prawo pozbawić Armstronga siedmiu zwycięstw w Tour de France, jak mnie pozbawić mojego wyniku z poznańskiego półmaratonu. I ta kwestia powoli się dopiero przewija do tzw. opinii publicznej. Pozbawić zwycięstw Lance’a Armstronga może jedynie UCI (Międzynarodowa Unia Kolarska) w porozumieniu z firmą ASO (właścicielem i organizatorem TdF).

Materiał w piątkowych Faktach TVN przygotowany przez Jakuba Sobieniowskiego to był przykład nierzetelności dziennikarskiej, żeby nie powiedzieć głupoty. Fundacja Armstronga zebrała nie kilkanaście, a kilkaset milionów dolarów, a śledztwo prokuratorskie przeciwko Armstrongowi, zostało ostatecznie zamknięte w lutym. To przykłady pierwsze z brzegu. Stażystka od researchu dała dupy, a Pan Redaktor się pod tym podpisał. Brawo!

Continue reading „Wpis zbiorczy”

Reklamy

Fuck Me Twice On Sunday

Zgodnie ze starą regułą trzeba zacząć od trzęsienia ziemi. No to proszę bardzo: niedziela, pobudka o 6:50. Szybkie śniadanie. Dwa jajka na miękko, chrupkie pieczywo Wasa Sport i czarna kawa. Zatrzęsło?

Izotoniki przygotowane, jedzenie też, spodnie z pieluchą na rower i bez pieluchy do biegania, koszulka kolarska i taka do biegania, kask (w którym nadal wyglądam jak debil, na tym polu żadnych zmian), buty SPD i do biegania, okulary przeciwsłoneczne i czapka. Cel na dzisiejszy dzień: 35 km na rowerze, jak najszybciej, ale tak żeby się nie ujechać za bardzo, bowiem bezpośrednio po jeździe na rowerze czeka mnie jeszcze 14,3 km biegu. Zatrzęsło? Czy nadal trzęsie po pierwszym akapicie? Czy nic? Nic!? Bez serca jesteście.

8:00 – wskakuje na siodełko. Zaczynam za szybko, na zbyt niskich przełożeniach. Wiatr nie sprzyja, słońce wychodzi. W zeszłą sobotę przejechałem 40 km w 1:29, potem planowałem przebiec 10 km, ale spękałem i skróciłem trasę o 1,5 km. Teraz jestem zdeterminowany, żeby przejechać i przebiec dystans, który sobie założyłem. Kończę jazdę w 1:21. Osłabłem pod koniec, ale nie kopałem się z koniem, mając w perspektywie bieg. Continue reading „Fuck Me Twice On Sunday”

Po bandzie

Po bandzie poszłem wczoraj. Chociaż nie, aż tak poszłem że mogę z całą odpowiedzialnością napisać: POSZEDŁEM DO BANDZIE.

W sobotę pogodziłem się z rowerem. Nie rozmawialiśmy od lipca. Kilka cichych dni dość szybko zamieniło się w kilka cichych miesięcy. Żaden z nas nie chciał ustąpić. W końcu stwierdziłem, że choć raz w życiu trzeba być tym mądrzejszym i odezwałem się pierwszy. Wyjaśniliśmy sobie kilka palących kwestii. Obyło się bez łez, wyciągania brudów z przeszłości, wzajemnych oskarżeń i konieczności wynajmowania prawników. Na razie podpisaliśmy rozejm, rozmowy pokojowe w toku.

Continue reading „Po bandzie”