Ferrari wśród blogów

Pogoda się zesrała (mówiąc delikatnie), zatem długi weekend skończył się trzy dni przed terminem.

Pora na jego podsumowanie.

Chuja napisałem.

W poniedziałek nie przejrzałem notatek.

We wtorek również nie przejrzałem, i pisać też nie zacząłem.

W środę podobnie.

I nie byłem dzisiaj biegać, wstałem sobie kulturalnie o 8:30, jak człowiek a nie jakiś narwany fanatyk porannego biegania. I nie pójdę biegać dzisiaj. Nie chce mi się. Spojrzałem na moje biegowe najki i stwierdziłem, że wolałbym mokasyny z frędzelkami założyć i w nich po Malcie paradować, niż ten biegowy obuw.

W niedzielę z L. długie wybieganie planujemy. 20 km. W tym jego pierdolonym tempie 6:00 min/km. W tym tempie, od którego kolana mnie bolą.

Continue reading „Ferrari wśród blogów”

Reklamy