Blog roku

Znalazłem blog roku. Co ja mówię, to jest blog wszech czasów. Spróbuję swoje wrażenia spisać, choć mój stan emocjonalny może mi na to nie pozwolić.

Tegoż bloga pisze dziewczę. Dziewczę z naszej polskiej ziemi, na tejże ziemi wychowana, na niej mieszkająca i po niej biegająca. Trochę się zdziwiłem, bo treść jej bloga wygląda jakby ktoś pisał go np. po angielsku (albo w suahili), a potem wrzucał to w translatora i dopiero to wstawiał do wpisu. I to było zdziwienie numer jeden. Drugie zdziwienia czyhało kilka wpisów poniżej i omal mnie nie zabiło. Bowiem dziewczę, nie tylko pisze bloga, biega a również studiuje… I wcale nie zostanie magistrem od fikołków. Dziewczę studiuje tzw. kierunek humanistyczny. Wywnioskowałem to na podstawie tytułów książek, o których ona pisze. Bo dziewczę nie tylko biega, pisze bloga, studiuje, ona również czyta. To jest zdziwienie numer następny (trzeci?). I tu poległem na całej linii. Tu leżę i kwiczę, ale muszę swoje zrobić, czyli ten wpis dokończyć. Co też heroicznie czynię.

Continue reading „Blog roku”

Reklamy

To jest ten dzień!

…czyli najlepiej wydane, w tym kwartale, dziesięć złotych (a dokładnie 9,99 w tym 8% VAT).

Zdjęcie sam robiłem, a wiadomo że więcej mam talentu niż sprzętu, więc jest jakie jest.

Z tym magazynem jest tylko jeden problem. Ma najdurniejszą nazwę na świecie. Bo wyobraźcie sobie, że nie istnieją super-hipermarkety, saloniki prasowe i inne empiki. I że ten magazyn trzeba kupić w kiosku. W takim, z małym okienkiem w które wkłada się głowę i ladą na zewnątrz, o którą się można elegancko oprzeć.

Continue reading „To jest ten dzień!”

Ferrari wśród blogów

Pogoda się zesrała (mówiąc delikatnie), zatem długi weekend skończył się trzy dni przed terminem.

Pora na jego podsumowanie.

Chuja napisałem.

W poniedziałek nie przejrzałem notatek.

We wtorek również nie przejrzałem, i pisać też nie zacząłem.

W środę podobnie.

I nie byłem dzisiaj biegać, wstałem sobie kulturalnie o 8:30, jak człowiek a nie jakiś narwany fanatyk porannego biegania. I nie pójdę biegać dzisiaj. Nie chce mi się. Spojrzałem na moje biegowe najki i stwierdziłem, że wolałbym mokasyny z frędzelkami założyć i w nich po Malcie paradować, niż ten biegowy obuw.

W niedzielę z L. długie wybieganie planujemy. 20 km. W tym jego pierdolonym tempie 6:00 min/km. W tym tempie, od którego kolana mnie bolą.

Continue reading „Ferrari wśród blogów”