Nie ma bólu, co nie boli – 13. Poznań Maraton – część ostatnia

…czyli wnioski pokontrolne oraz co dalej.

Dopiero we wtorek zeszło ze mnie całe napięcie okołomaratonowe. Tego dnia uświadomiłem sobie, czego dokonałem. Przypomniałem sobie, że latem ubiegłego roku biegałem cztery kilometry w 22 minuty i po takim biegu czułem, że nie dałbym rady przebiec następnego metra. Pamiętam nasz bieg z L., z listopada, pierwsze dwa kilometry w tempie 5:00, a przez następnych pięć ledwo człapaliśmy. Nadal mam w głowie nasze pierwsze, długie wybiegania, kiedy na 18. km biegu w tempie 6:00/km miałem dość biegania, bólu i najchętniej usiadłbym sobie na trawie. Początki bywają trudne lub, jak w moim przypadku, zaczynanie wszystkiego od początku po biegowych przerwach, ale wszystko jest do zrobienia. „Trzeba napierdalać”, jak powiedział klasyk.

Continue reading „Nie ma bólu, co nie boli – 13. Poznań Maraton – część ostatnia”

Reklamy

Nie ma bólu, co nie boli – 13. Poznań Maraton – część 2

Mój maratoński debiut.

Moje pierwsze 42 km i 195 metrów.

Moje rodzinne miasto.

Mój wymarzony wynik.

Dopiero teraz, kiedy spojrzę na tydzień poprzedzający maraton, zdaję sobie sprawę z tego jak byłem zdenerwowany. Wiedziałem, że jeśli chcę zrealizować plan, to musi to być bieg perfekcyjny w każdym szczególe. A plan był prosty: biec przez cały dystans, nie maszerować, nie paść na twarz, nie leżeć, nie siedzieć i przybiec na metę z dwoma trójkami z przodu w wyniku. Marzyłem o 3:30, ale jakiś dobry duch podpowiedział mi że na to jeszcze za wcześnie. I chyba nie była to kwestia przygotowania fizycznego tylko doświadczenia. Gdybym miał w nogach, i przede wszystkim w głowie, już jakiś maraton to prawdopodobnie stanąłbym na starcie z grupą łamiącą trzy i pół godziny.

Continue reading „Nie ma bólu, co nie boli – 13. Poznań Maraton – część 2”

5. Poznań Półmaraton-wrażenia

  1. Jeszcze nigdy nie biegło mi się tak lekko! Płuca i nogi same niosły. Dopiero na 20 km poczułem, że robi mi się pęcherz na wielkim paluchu, ale wtedy musieliby mi obciąć obie nogi, żebym do mety nie dobiegł.
  2. Muszę przyznać, że półmaraton to był mój drugi bieg w życiu, w którym pokonałem ponad 20 km. Pierwszy raz, trzy tygodnie przed półmaratonem, było to 22 km w tempie 6 min/km i pamiętam że na 18-19 km miałem straszny kryzys. A w czasie półmaratonu: NIC! Nawet nie przebiegałem w pobliżu żadnego kryzysu 🙂 Nieznośna lekkość biegu, po prostu. Continue reading „5. Poznań Półmaraton-wrażenia”