Dziadzienie

Otwieram lewe oko. Podnoszę lewą nogę. Boli. Otwieram prawe oko. Podnoszę. Nogę, nie oko. Boli. Noga, nie oko.

Wstaję, „jak żółw ociężale”. Jakby mi ktoś teraz skłon kazał zrobić, to bym chyba zabił. Zdziadzienie jakieś. Spieprzaj dziadu, chciałoby się rzec, wystukać. I czuję się tak jakbym nie tylko nie miał dożyć nowego wieku emerytalnego, ale i koniec dnia dzisiejszego wydaje się celem ponad siły.

Continue reading „Dziadzienie”

Reklamy