Maszeruj albo giń – Ultra Cross Gwint 2018

„Nie wiesz, jak zacząć, zacznij, że zaczynasz”, radzi pisarz Janusz Rudnicki. Na przykład – „Na początku mego listu…”. Na początku mojej relacji powinienem umieścić podróż pociągiem z Poznania do Grodziska, w fotelu funkcjonalnością i wygodą przypominającym narzędzie tortur. Ale przeżyłem tę godzinę, ten nudny krajobraz, pola ciągnące się po horyzont, smętne miasteczka i wsie, współpasażerów umęczonych robotą, wracających z metropolii na swoją ojcowiznę, której ani uprawiać nie chcą, ani nawet nigdy nie chcieli. A może ojcowizna już sprzedana pod obwodnicę albo Autostradę Wolności, co, musicie przyznać, z pewnością jest jakimś postępem cywilizacyjnym.

Ale to nie jest początek tej historii. Parafrazując klasyka: „inne początki są w niej czynne”. O czym może później.

Pakiet odebrałem, obóz w hali rozbiłem, rozmowy z innymi uczestnikami odbyłem, wszyscy patrzyli na siebie trochę jak bokserzy przed walką, a może mi się tylko zdawało. Biedronka w Grodzisku wyglądała jak po najeździe Hunów, nawet bananów nie było, pizza w Pepino dobra, przy okazji pozdrawiam panią kelnerkę, tyleż ładną, co niemiłą. Powrót na halę, większość już śpi albo do snu się szykuje, poza tymi, którzy dopiero dojechali i teraz pokonują tę samą drogę, którą ja mam już za sobą. To tak w telegraficznym skrócie, może dzięki niemu dotrę do sedna nim wszyscy poumierają z nudów.

Continue reading „Maszeruj albo giń – Ultra Cross Gwint 2018”

Reklamy

IV. Luboński Bieg Niepodległości, czyli lekcja muzyki

Czas: wtedy, kiedy jeszcze niezbyt zdolni uczniowie zamiast trywialnej jedynki dostawali dumną dwóję. Miejsce akcji: szkoła podstawowa, klasa druga, lekcja muzyki. Osoby dramatu: nauczycielka muzyki, sroga, wygląda na starą pannę, a nie jest, uczniowie, różni, zdolni i ci mniej. Nauczycielka: Nowak! Hymn Polski! Nowak zaczyna recytować, choć raczej powinien śpiewać, nie? Jeszcze Polska nie zginęła, póki… Siadaj, dwa!, przerywa brutalnie nauczycielka, następny!, ryczy jak kapo na apelu, wstaje następny, Niedziela się nazywa, zaczyna: Jeszcze Polska nie zginęła, póki… Siadaj, dwa!, ryczy stara panna, którą nie jest. I tak pół klasy wycięte jak choinki przed świętami.

Tośmy powspominali, to znaczy ja, bo wy tu siedzicie prawie jak ja wtedy na tej lekcji. Teraz uważać, dzieci, przeskok będzie. Trzydzieści lat jak z bicza strzelił, swoją drogą debilnie to brzmi. I już lekcja bardziej wuefu choć i muzyki. 11 listopada, Bieg Niepodległości, Luboń, czas i miejsce akcji podaję, zanotować, zapamiętać, zdać, zapić. Przed biegiem komenda: do hymnu! Taki ze mnie patriota, że nie wiem nawet, czy „póki” śpiewać, czy „kiedy”. Męska decyzja, nie śpiewam, nic się nie nauczyłem w tej szkole, stwierdzam, za to teraz dowiaduję się, że Mazurek Dąbrowskiego ma aż cztery zwrotki, i refreny też cztery, to znaczy jeden, ale cztery razy, nigdy bym nie przypuszczał, zaczerwieniam się, boję trochę, że mnie, kurwa, aresztują jeszcze, do lochu z nim, hymnu nie zna, se, kurwa, nie pobiega, widzę oczami wyobraźni. Strzał i po mnie, ale okazuje się, że to nie do mnie, nie wyrok, start, starter strzelił, ogary poszły w las, a my w Luboń.

Po stu metrach nagle stop, jak stop, jak start dopiero? Wpadam na kogoś, ktoś na mnie. Z gracją wymijajmy sprawcę zamieszania, tego stopu przymusowego, znaczy. To samochód, tzw. pilot biegu z zegarem na dachu, rozłożył się jak dąb albo jak dziwka na łóżku. Lecimy. Prosta, zakręt, prosta, zakręt i tak dalej. Strzelają flesze, grupka biegaczy robi sobie zdjęcie w biegu, samojebkę, musimy poprawić, bo Marek się nie załapał, pokrzykuje dowódca brygady. Wyprzedzam ich, jeszcze tylko dwa uderzenia drzewcem od flagi, to pewnie za ten hymn nieznany przeze mnie i pierwszy kilometr za mną.

Continue reading „IV. Luboński Bieg Niepodległości, czyli lekcja muzyki”

Odcinamy prąd, czyli…

…3. Luboński Bieg Niepodległości

Winien Wam jestem relację z jedynego startu w tym sezonie, choć w międzyczasie „ten” sezon stał się „tamtym” sezonem, a „tamten”… Coś pomyliłem, to wysiądźmy i wsiądźmy jeszcze raz.

Nie był to mój pierwszy w życiu start w biegu ulicznym, ale był to mój pierwszy bieg na 10 kilometrów, i to dlatego w poprzednim wpisie pytałem bardziej doświadczonych biegaczy, jak pobiec. Z udzielonymi radami się zapoznałem, ale… nie uprzedzajmy wypadków.

W tradycyjnej relacji z biegu w tym miejscu powinno znaleźć się coś takiego: do Lubonia przyjechaliśmy samochodem rano, z Kasią, Tusią i Justysią oraz pieskiem i kotkiem, czekali już na nas rodzice szwagra i stryjek, odebraliśmy pakiety startowe, w którym znaleźliśmy m.in. (tu wstawić listę gadżetów i innych temu podobnych), po rozgrzewce, poszliśmy na start, gdzie spotkaliśmy (tu wstawić listę imion, nazwisk bądź nicków), ale nie bądźmy konwencjonalni oraz porzućmy ogólnie przyjęte schematy.

Nie był to mój pierwszy w życiu start w biegu ulicznym… mam wrażenie, że już to pisałem… Że się tłumaczę? Tak. Że winny jestem? Też. Otóż ja i tylko ja winny jestem wszystkich popełnionych przy okazji tego biegu błędów. Zachowałem się jak debiutant i to taki, który, mówiąc kolokwialnie, nie ma wszystkich w domu.

A zatem, wyliczmy:

Continue reading „Odcinamy prąd, czyli…”